Dłuższe urlopy macierzyńskie

O tym, że polityka prorodzinna w Polsce kulała od dawna nie trzeba nikogo przekonywać. Niejedna samotna matka z pewnością przekonała się wielokrotnie, że w naszym kraju nie ma czegoś takiego, jak ochrona macierzyństwa. Zapomogi, zasiłki, wsparcie psychologiczne? Cóż, w większości przypadków można to włożyć między bajki. Bo znacznie prędzej pomoc może otrzymać awanturujący się alkoholik niż kobieta wychowująca bez niczyjej pomocy dwoje dzieci. Do doświadczeń niektórych kobiet można także zaliczyć okres, kiedy nastała konieczność, by zwolnić się z pracy, bo nie zabrakło środków na życie, a zasady pomocy społecznej zostały skonstruowane tak, że bardziej opłacało się brać zasiłek siedząc z dziećmi w domu, niż jeździć do pracy i płacić za przedszkole i żłobek.

Dziś sytuacja już nieco się zmienia. Z jednej strony wprowadzono ulgi podatkowe dla rodziców i każdego roku można sobie odliczyć sporą sumę od tego, co odprowadzone do Skarbu Państwa. Z drugiej strony pojawiła się szansa na wydłużenie urlopu macierzyńskiego, a przede wszystkim umożliwienie tej funkcji również ojcu. Do tej pory tatusiowie byli dyskryminowani pod tym względem – nie wiedzieć czemu – bo w praktyce często okazują się lepszymi opiekunami niż wiele matek. Dziś dostali od Państwa szanse na to, żeby się w tej roli sprawdzić. Dotyczy to nie tylko samotnych ojców, ale również rodzin, w których chociażby ze względów ekonomicznych lepiej jest, jeśli pracę kontynuuje kobieta.

Dłuższe urlopy macierzyńskie zostały już formalnie zatwierdzone i od tego roku wszystkie mamy będą mogły z nich korzystać w dłuższym, rocznym wymiarze. Z jednej strony się można się z tego cieszyć, bo widoczny jest jakiś postęp w kierunku propagowania zakładania rodzin i stwarzania im warunków do wychowywania dzieci. Z drugiej nasuwają się refleksje typu: „czy mam ochotę przez rok oddawać ciężko zarobione pieniądze po to, aby młoda, sprawna fizycznie, zdrowa i aktywna mama siedziała w domu z dzieckiem, zapraszając na kawę koleżanki czy godzinami wysiadując w parku na ławce, podczas gdy ja już mam swoje lata i na pomoc raczej liczyć nie mogę?”. Do tego sprowadzają się kontrowersyjne dyskusje, czy stać nas na to, żeby tyle kobiet utrzymywać przez rok, podczas, gdy odmawia się prawa do leczenia raka osobom po 60-tce? Na pewno widoczna jest w tym jakaś sprzeczność – dążymy do szacunku życia czy też wręcz odwrotnie?