Stosunek Polaków do wyborów

O Polaku mówi się, że jest zarozumiały i zawsze ma własne zdanie na każdy temat, dlatego lubi chodzić wszędzie tam, gdzie może wyrazić swoją opinię w sposób głośny i niebudzący sprzeciwu. Ulubionym miejscem Polaków są wiece oraz wszelkiego typu dyskusyjne spotkania, na których mogą sobie pokrzyczeć, wygłosić kilka złośliwych zdań o sąsiadach czy o polityce, ale rzadko prosto w twarz, a zazwyczaj gdzieś po cichu na boku.

 

Faktem jest, że lubimy podnosić głos i pokrzykiwać, ale tam, gdzie nikt nas wprost nie może zobaczyć i zidentyfikować. Zapewne socjologia znalazłaby na to jakieś wytłumaczenie. Tylko, po co wyrażać złość, po co zgłaszać pretensje, jeśli nikt tego nie jest w stanie usłyszeć?

 

Cała ta wypowiedź jest nawiązaniem do naszego zmieniającego się stosunku do wyborów. Są one standardem w społeczeństwie demokratycznym, o które walczyliśmy tyle lat, a gdy już mamy możliwość zabierania głosu i decydowania o tym, kto ma nas reprezentować na forum światowym czy zarządzać naszymi pieniędzmi, straciliśmy zainteresowanie.

 

Frekwencja wyborcza spada z każdym rokiem i chociaż trudno powiedzieć, dlaczego tak się dzieje można założyć, że walczyliśmy, bo nie było można, a skoro już to mamy to nas przestało interesować. Z drugiej strony to, co dzieje się w polityce pozostawia wiele do życzenia i pozostając na neutralnym stanowisku zastanawiam się czasami, czy wybierane przez nas władze to ludzie, godni zajmować wskazane stanowiska. Tracenie czasu na osobiste przepychanki, wyciąganie osobistych skandali i opluwanie się wzajemne na forum publicznym nie jest godne osoby reprezentującej kraj. Dlaczego na posiedzeniach sejmu wielu posłów wygłasza na mównicy swoje pretensje pod adresem przeciwników opozycji zamiast zastanawiać się, jak zmienić ustawę o oświacie czy służbie zdrowia, aby 60-letnia kobieta chora na raka miała szanse na leczenie?

 

Trudno się dziwić, że widząc swojego ulubionego posła, który mamił obietnicami w pięknych kolorowych ulotkach wrzucanych do skrzynek, a dziś z mównicy zieje jadem i rzuca poniżające jego samego oskarżenia, nie chcemy już go wybierać. Przekonujemy się wciąż od nowa, że politycy kłamią a nasze najbardziej zaufane typy po osiągnięciu celu, jakim jest stołek u steru władzy zmieniają się diametralnie.

 

Istnieje jeszcze spora grupa Polaków starszego pokolenia, która uważa, ze głosowanie w wyborach to patriotyczny obowiązek Polaka. Jak jednak przekonać do tego młodego chłopaka po technikum, który nie może znaleźć pracy, zmywając naczynia za grosze, chociaż jego rodzice wybrali do rządu człowieka, który gwarantował młodym szansę na szczęśliwą przyszłość?